Wiosna 1986

Autor: Wioletta Grzegorzewska, Gatunek: Poezja, Dodano: 26 marca 2011, 13:22:01

                Noc była ciężka, a powietrze ożywcze

                Mike Oldfield

 

Nocą chmura z Czarnobyla spadła

na pastwiska. Nabrzmiały tarczyce.

Staw zaświecił szemranym jodem.

Jaskółki całowały krzywe lustra.

 

W radiu grali "Moonlight Shadow".

Harcerka z miasta założyła w szopie

klub dziewic. Paliłyśmy miętowe,

biorąc z Playboya darmowe lekcje                 

„Przygotowania do życia w rodzinie”.

 

Innego końca świata miało nie być,

a wciąż się powtarzał, jak bóle brzucha

i pryszcze,  do czasu aż zauważyłam

plamki ciemnej krwi na bieliźnie.

 

2011

Komentarze (29)

  • i czereśni nie było tego lata

  • Fajne, fajne. Podoba mi si oszczędność.

  • bardzo mi się podoba.
    zestawienie tragedii z normalnym życiem. uzmysłowienie nieuchronności życia wobec zjawisk na które człowiek teoretycznie nie ma wpływu.

  • Pomimo najszczerszych chęci, do zachwytów przyłączyć się nie mogę. Można wyliczać w nieskończoność różne fakty, a nic z tego nie wyniknie

  • no tutaj jednak chyba coś wynika P. Wando

  • Po cóż iść za tropem tego, co się już skończyło? (Michał Bułhakow, Mistrz i Małgorzata)

    A po to, pani Wando, żeby temu co się już skończyło nadać nowe odcienie, a wymiana faktów pomaga w tym pięknym procesie.


    Grażyno, Danielu, Grzegorzu,
    dziękuję i życzę miłego popołudnia w pierwszych dniach wiosny 2011.


  • Zawsze jest jakiś skutek czegoś, przesunięty w czasie. Jaskółki całujące krzywe lustra, to jak ryby chwytające za haczyk, odbity przez światło w inne miejsce. Tego dnia brały w ciemno.
    JBZ

  • a mnie zatrzymał, widzę siebie w tym wierszu.

  • I co też wynika, panie Grzegorzu? Koniec świata? Byliście dziećmi, ja -nie. To było wydarzenie dla nas tu, dość marginalne. Chmura poszła bokiem. O tym, co dzieje się w Czarnobylu nikt nie wiedział. A ta wyliczanka w drugiej zwrotce naprawdę nie mówi o niczym ważnym.

    • . .
    • 26 marca 2011, 17:36:00

    Dobre.
    Ps. Taa, btw. płynny jodek dostały dzieciaki i dygnitarze partyjni.

  • słabe

  • Pani Wando,
    ten wiersz nie jest o Czarnobylu. Katastrofa elektrowni jądrowej jest tłem innych "końców świata" nastoletniej bohaterki: przechodzenie w świat dorosłych, inicjacje, pierwszy papieros, pierwsza miesiączka. W mojej pamięci Czarnobyl tylko reguluje ostrość. Tak jak kiedyś w przyszłości będę doskonale pamiętać moje prywatne przeżycia, rozmowy, słowa z 11 września 2001 r. i 10 kwietnia 2010 r. i a to dlatego, że tła były w tych dniach bardzo wyraziste i okrutne (atak na WTC i wypadek polskiego TU- 154. Nie pamiętam, co zdarzyło się, powiedzmy, 3 listopada 1987 roku, ponieważ nic istotnego nie wydarzyło się wtedy chyba w historii Polski i nic nie naznaczyło mojego czasu. Tak jak powiedziała pani Grażyna, ten wiersz jest poetyckim zestawieniem tragedii historii z normalnym życiem. Rozumiem, że może się nie spodobać.

    Nie wymagam, żeby wszyscy piali z zachwytu. Cieszę się, kiedy opinie są różne.

  • Ps. Jeśli radioaktywna chmura przęsła bokiem, to dlaczego tak wiele kobiet zmarło na raka tarczycy?


    P. Jerzy Beniamin Zimny,
    o jednak pan to zobaczył, cieszę się, że jest pan tak blisko moich konotacji w tej metaforze
    Kiedy jaskółki latają nad wodą dotykają skrzydłami wody i z daleka wygląda to tak, jakby całowały jej powierzchnię.

  • Dziękuję wszystkim za wspólną wędrowkę w czasie.

    "A którzy czekali błyskawic i gromów,
    Są zawiedzeni.
    A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
    Nie wierzą, że staje się już.
    Dopóki słońce i księżyc są w górze,
    Dopóki trzmiel nawiedza różę,
    Dopóki dzieci różowe się rodzą,
    Nikt nie wierzy, że staje się już.

    Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
    Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
    Powiada przewiązując pomidory:
    Innego końca świata nie będzie,
    Innego końca świata nie będzie." Czesław Miłosz


  • Grzegorzu, tego nie pamiętałam :) Pozdrawiam

  • Mimowolnie jednak był koniec świata. wieku niewinności, pierwszej miesiączki . Wiersz w Hrabalowskiej atmosferze.

  • Pani Wioletto, nie trzeba było wobec tego zaczynac od Czarnobyla, bo taki pierwszy wers nie opuszcza tekstu do końca. A jeśli chodzi o dorastanie; naprawę nic ciekawszego się nie działo?

    • . .
    • 27 marca 2011, 10:44:36

    Czytam ten tekst po raz kolejny i nie mogę się pozbyć wrażenia, że ten wiersz jest niedopracowany. Nie czuć w nim tego napięcia, które na przykład z miejsca ożywa "Gwiezdne" i "Łączniczkę w śpiączce". Dlaczego na ten przykład nie można byłoby zacząć tego wiersza tak lekko somnambulicznie jak "Gwiezdnych", na przykład tak:

    "Nocą stratus znad Czarnobyla opatulił
    pastwiska."

    Reszta pierwszej zwrotki też operuje obrazami i metaforami, które do mnie nie za bardzo trafiają, choć i ja należę do pokolenia, które pewnego dnia rano w podstawówce zostało poczęstowane dziwnym płynem. Nie wiem zupełnie, gdzie się podziało to napięcie formy biorące się u Pani, mam wrażenie, z jednej celnie ustawionej metafory czy frazy otoczonej precyzyjnie wymierzoną ilością przestrzeni językowej, która akurat daje miejsce do jej wybrzmienia? Ma Pani w pierwszej zwrotce "Łączniczki..." doskonały przykład jak to robić: zaznaczyć drastyczną sytuację, dać trochę odpocząć, a następnie uderzyć jednym celnym obrazem. Tutaj mamy zaznaczenie sytuacji, a potem kaskada obrazów, które nie mają przestrzeni, aby się rozwinąć w umyśle czytelnika, i w której ja się gubię.

    Druga zwrotka - taka obyczajowa bardzo - mnie osobiście dużo bardziej wciągnęła. Jest w niej tajemniczość, jest podglądanie świata "dziewczynek". Jest magia. Wydaje się, że w kontekście ostatniej zwrotki i zwrotki drugiej, ta pierwsza powinna mieć też charakter obyczajowy.

    Trzecia zwrotka natomiast wydaje mi się, że usiłuje operować pewnym zaskoczeniem. Jest zaskoczenie w ostatnim obrazie. Natomiast mam takie nieodparte wrażenie, że wszystkie wcześniejsze sytuacje liryczne przygotowały grunt na to zaskoczenie taki jakby to było zeskoczenie z taboretu. Uderza to, ale nie porywa.

  • Dobry - konkretny i dosadny. Genialna ta harcerka - obstawiam, że miała długie włosy a prywatnie nosiła długie spódnice i swetry. Nie wiem, co tam pisali ci wyżej, ostatnia zwrotka jest genialna z tym nawiązaniem do tamtego końca świata i zestawiewniem go z cielesnością.

  • bardzo, bardzo mi sie podoba :))

  • bylam wtedy jeszcze w kraju i lezalam packiem na plazy, a nad nami chmura radioaktywna, polowa mojej rodziny juz w ziemi, bo nowotwory wykosily :(

  • alx,
    dziękuje za wszystkie uwagi. Po przeczytaniu tak różnych opinii mam mały mętlik w głowie. Jeszcze chyba nie nabrałam dystansu do tego wiersza. Zawsze, kiedy sięgam pamięcią do kwietnia 1986, widzę wszystko tak jak w moim wierszu. Pierwsza odsłona: złotawy staw o świcie, chłód, potem szkoła i płyn lugola, po południu dorośli szepczą o katastrofie elektrowni jądrowej, jaskółki nisko latają nad wodą, coś dziwnego w powietrzu; druga odsłona: nasz klub w szopie, rozsypane numery Playboya, papierosy miętowe Zefiry, rozmwoy o ciotce z Ameryki; ostatnia odsłona: posmak końców świata nastolatki, wiersz Miłosza z 1945 roku, bole brzucha, omdlenia, pierwsza miesiączka, itp.

  • Monique S, bardzo mi przykro. Pozdrawiam

  • Jeszcze raz dziękuję wszystkich, że chciało Wam się zerwać ze mną kartki kalendarza aż do roku 1986.

  • *wszystkim

    • . .
    • 30 marca 2011, 14:07:50

    Pani Wioletto, na moje to w warstwie kolejności sytuacji lirycznych wszystko jest OK. Narzekam raczej na realizację poszczególnych scen, która mnie nie przekonuje, a mam takie poczucie, że mogłaby.

  • ...pamietam ta wiosne - dobry wiersz.

  • P. Romanie, dziękuję

  • Panie Alx,
    "Narzekam raczej na realizację poszczególnych scen, która mnie nie przekonuje, a mam takie poczucie, że mogłaby".

    Ten wiersz ukazał się w wersji papierowej, a to oznacza, że pozostanie na tym etapie zapisu :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się