Moskwa - czyli jak zakończyła się moja kariera malarki

Autor: Wioletta Grzegorzewska, Gatunek: Proza, Dodano: 25 września 2011, 20:55:20

             Po cóż iść za tropem tego, co się już skończyło? 
            
Michał Bułhakow: Mistrz i Małgorzata

 

To był zwykły konkurs plastyczny. Temat: "Moskwa twoimi oczami". Termin: koniec października 1983 roku. Oczywiście musiałam wziąć w nim udział. Wcześniej zdobyłam pierwsze miejsce w konkursie wojewódzkim pt. „Zagrożenia w twoim gospodarstwie”. Namalowałam stonkę, która wyłazi z butelki po coca coli. Nikt mi nie uwierzył, ale naprawdę widziałam, jak dziadek zbierał stonkę do takiej butelki. Colę przywoziła nam ciocia z Katowic. Ciocia Ania miała wszystko, zanim zamordował ja wampir w bytowskim parku.

 

Potem nasza opiekunka kółka plastycznego, pani Walo, wydelegowała mnie na plener malarski do Lublińca. Cała szkoła śmiała się ze mnie, kiedy podczas apelu wyszło na jaw, że jadę na ferie do wariatkowa. Wszyscy wiedzieli, że w Lublińcu jest szpital psychiatryczny. Na dodatek ośrodek wypoczynkowy, w którym mieliśmy kwatery i pracownie, położony był obok jednostki wojskowej, więc kiedy łaziłam po lesie w poszukiwaniu inspiracji, ślepaki świszczały mi nad głową jak majowe chrabąszcze i nie mogłam się skupić i namalowałam tylko wielką studnię, z której wyłaził goły utopek. 

–  Co to jest? –  zapytała o moją pracę jedna z instruktorek  

– To utopek – powiedziałam.  

– A czemu on taki goły?

– Bo utopki nie noszą ubrań, prze pani. 

Więcej już mnie o nic nie pytali.  Mój obraz nie pojawił się na poplenerowej wystawie. Na koniec ferii dostałam dyplom i zamiast wymarzonego zestawu farb olejnych przywiozłam do domu album z obrazami Wasilija Surikowa.

 

Byłam bardziej uparta niż mój dziadek, który uciekł z obozu jenieckiego i dwa lata żywiąc się ślimakami, korzonkami i korą, ukrywał się w ziemiankach, więc po powrocie z pleneru  postanowiłam kontynuować moją karierę malarską i  jeszcze raz wzięłam udział w ogólnopolskim konkursie o Moskwie. Raczej nie wiedziałam, jak wygląda to miasto. Czytanki z podręcznika do nauki rosyjskiego zamydlały jej obraz, ale pani Walo przyniosła kilka folderów turystycznych i numery Kraju Rad.

Malowałam panoramę miasta do drugiej w nocy, aż nastąpiła przerwa w dostawie prądu. W szkole podczas długiej przerwy zostawiłam tornister na podłodze. Usiadł na nim wielki Witek i cały atrament wylał się z zapasowych wkładów, które trzymałam w tej samej przegródce, co rysunek na konkurs. Zbladłam. Cały projekt trafił szlag. Poszłam do kibla. Rozmazałam atrament na połowie kartki. Wyglądało to tak, jakby stolicę Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich pochłonił lepki, indygowy ocean. Położyłam rysunek przy kaloryferze, żeby wysechł. Na następnej przerwie zapakowałam pracę do szarej koperty i oddałam pani Walo. Nauczycielka nawet nie zajrzała do środka. Podstemplowała pracę godłem wojsławickiej szkoły podstawowej i pobiegła na pocztę. Po dwóch miesiącach zjawił się w szkole jakiś dziwny mężczyzna. Poszedł prosto do gabinetu dyrektorki.

 

– Rogalówna! – zawołała mnie rano dyra. Pobiegłam zadowolona do gabinetu. W kłębach papierosowego dymu spostrzegłam zapłakaną twarz pani Walo. Na biurku leżała moja sfatygowana Moskwa. Dyrektorka wyprowadziła roztrzęsioną nauczycielkę.
– Dzień dobry, drogie dziecko – powiedział nieznajomy mężczyzna. – Przyjechałem tutaj z Katowic, żeby nagrodzić twoją pracę.

Wyobraziłam sobie, że tym razem nagrodą będą olejne farby i wedlowskie tabliczki mlecznej czekolady z orzechami albo góra czekoladowych „michałków”. Przełknęłam ślinę, a facet rzeczywiście wyjął z teczki czekoladę. Baardzo powoli rozwijał sreberko. Aksamitny zapach kakao rozlał się w gabinecie.
– No, poczęstuj się – podsunął mi pod nos zbezczeszczoną tabliczkę. Wzięłam trzy kostki. Burczało mi w brzuchu. Byłam głodna, ponieważ rano nie zjadałam śniadania.
– Byłaś kiedyś w Moskwie? – zapytał i rzucił na biurko kilka prospektów.
– Nie – odpowiedziałam. Czekolada przyjemnie rozpływała się w moim żołądku.
– A więc kto ci posunął ten …ciekawy pomysł ? Może rodzice albo opiekunka koła plastycznego, ta, jak jej tam, pani Walo?
– Nie zaczyna się zdania od "a więc" – pomyślałam – Sama sobie tak wyobraziłam Moskwę, prze pana – postanowiłam nie wspominać o przygodzie z wielkim Witkiem, atramentem i tornistrem.
– A czemu tak katastroficznie? – zapytał.
– Jak?
– No, czemu tak ponuro?
– Bo nie ma dżemu. – pomyślałam i przypomniałam sobie zapłakaną twarz pani Walo. Mężczyzna wydawał mi się jakiś dziwy, nie ufałam mu, ale sięgnęłam po kolejną kostkę czekolady.
– Jeśli powiesz, kto podsunął ci ten pomysł, organizatorzy konkursu zafundują ci wycieczkę do Moskwy. I co ty na to? Pomyśl tylko, zobaczysz nasz Kreml. – spojrzał na mnie chytrze i uśmiechnął się pokazując krzywe zęby. Męczyła mnie już ta rozmowa. Zaczęłam przestępować z nogi na nogę. Mdliło mnie od czekolady, a na dodatek facet wstał, łaził w kółko i dalej coś smęcił. Kiedy podsunął mi rysunek pod nos, rozległo się pukanie. Do gabinetu zajrzała jakaś kudłata głowa.
– Szefie, mam złą wiadomość. Przysięgam, poszłem tylko na chwilę do kibelka, wracam, a tu znowu dwie opony przebite.
– Nie przeszkadzaj mi teraz, przecież wiesz, co robić, zawsze przebijają, załóż zapasowe.
– Tak jest...się robi!
Kudłata głowa zniknęła, a mnie zakręciło się w głowie. Dudniły pytania: Kto? No, kto? Kiedy? Kto?
Na najciemniejszych zakątkach Moskwy usiadła mucha i łaziła sobie swobodnie po zalanej atramentem Wieży Spasska. Moje brunatne wymiociny pokryły jasną część miasta.

Komentarze (8)

  • Wcale nie zabawne, chociaż bardzo śmieszne.

  • Myślę, że jako nastolatka miałam właśnie taki stosunek do rzeczywistości: wszystko było śmieszne, ale nie zabawne.

  • ej, masz numer do dody?
    bo ja sie zglosze jak ona to kupi.

  • :)

  • o, niezłe ;-)

  • Moskwa nie wierzy łzom:) A co do opowiadania - no nie wiem, ciekawie napisane, ale jakoś nie bardzo w to wszystko wierzę...

  • Bardzo mmi się podoba, doskonale ukazuje dziecko na tle dorossłego świata, ale jeszcze dosadniejsze i głębsze byłoby w dłuższym, obszerniejszym wydaniu.

  • mnie się bardzo podoba, bardzo chętnie przeczytałabym więcej, mam nadzieję, że jeszcze znajdę ciąg dalszy.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się