Majowe fikcje, 1989

Autor: Wioletta Grzegorzewska, Gatunek: Poezja, Dodano: 06 czerwca 2011, 12:31:48

 

Ojciec wrócił ze złamaną odznaką

komendanta Straży Przemysłowej

 

i przewracając naleśniki na patelni

mówił o tajnych wywózkach papieru.

 

Dzień się dłużył i obrastał w anegdoty

jak ta o naszym sadzie za stodołą,

 

który kilka lat temu zmiotła burza.

Sęk w tym, że tam nie było drzew –

 

powiedziałam do siebie, bo starszyzna

spod gruszy wyszła na poświęcenie pól.

 

Na czerwonej płachcie kwiaty jaśminu

zmieniały kolor na bardziej czytelny,

 

a mój kamienny dom znikał w ulewie

z pola widzenia jak drzewa i papier.

 

                   maj 2011, Częstochowa

Komentarze (24)

  • "Dzień się dłużył i obrastał w anegdoty
    jak ta o naszym sadzie za stodołą" - uwielbiam!

  • Mało atrakcyjne dla czytelnika. Przynajmniej ja tu nie czuję poezji.

  • Zaczyna się rzeczowo, by stopniowo popadać w szaleństwa poezji. Bardzo mi się podoba

  • Szaleństwo poezji? Tu jest raczej szaleństwo nudy.

    • K Z
    • 06 czerwca 2011, 13:34:59

    mnie wiersz zatrzymał :)

  • Kiedy jesteśmy znudzeni sami sobą, wszystko nas nudzi, panie Arturze. Ale nie można za to nikogo winić.

  • Bene.

  • data w tytule tłumaczy sens tego wiersza. użyłaś tropów bardzo czytelnych,
    i chociaż minęło ponad dwadzieścia lat- wywody peelki są nadal aktualne.
    JBZ

  • To jest bardzo dobry wiersz. I wiem o czym. Czuję każdy wers. Mam 43 lata - to wiele tłumaczy.

  • OCALONA

    Mam 43 lata
    ocalałam
    kołysana do snu

    To są słowa
    puste i jednoznaczne:
    kicz i poezja
    błoto i diament
    światło i mrok

    Widziałam furgony
    płynących obłoków
    i człowieka
    który był jeden
    głupi i genialny

    Szukam nauczyciela i mistrza
    który przwróci mi
    wzrok słuch i mowę
    oddzieli sen od jawy
    prawdę od pozoru

    Mam 43 lata
    ocalałam
    drzemiąca we mgle

  • to nie o mnie.

  • P. Arturze,
    Rozumiem. Nie wklejam tutaj wierszy po to, żeby wszystkich zachwycić. Liczę na 'odbicia', interakcje i rozmowy.

    Chciałabym tylko, żeby podał mi pan kilka tytułów wierszy, które pana poruszyły i które szczególnie pan ceni. To wiele wyjaśni.

  • Ps. Jest pan złośliwy wobec p. Joanny.

  • Jeśli kogoś udało mi się tym wierszem przenieść do maja roku 1989, cieszę się i dziękuję za wpisy.

    Być może też napisaliście wiersze na temat końca lat 80-tych. Wklejajcie tutaj, proszę.

    Pozdrawiam wszystkich ciepło z zachmurzonej wysepki.

  • Pozwolę sobie na krótkie razo. W roku 1989 miałam kilkanaście lat. Nie rozumiałam wtedy przemian w Polsce i dopiero po ostatnim powrocie z Polski (27 maja)z wielkim wysiłkiem nałożyłam sobie dwie klisze. Jakaś płytka w pamięci się przesunęła i udało mi się zrekonstruować mały fragment tamtego czasu, jeden majowy dzień, kiedy tata ostatni raz wrócił z fabryki papieru i smażył naleśniki. Potem ludzie poszli na nabożeństwo poświęcenia pól. Dzień duszny i gęsty nie chciał się skończyć, aż nadeszła burza, wszyscy sąsiedzi spod ołtarza powoli rozeszli się do domów, wikary wrócił na damce do domu, powoli zapadł zmrok. Poczułam, że coś się zmienia: ojciec nie szykuje już w szarym papierze kanapek do pracy, nie pastuje butów...

  • Poszlifowałam :)

    "Majowe fikcje, 1989


    Ojciec wrócił ze złamaną odznaką
    komendanta Straży Przemysłowej

    i przewracając naleśniki na patelni
    mówił o tajnych wywózkach papieru.

    Dzień się dłużył i obrastał w anegdoty
    jak ta o naszym sadzie za stodołą,

    który kilka lat temu zmiotła burza.
    Sęk w tym, że tam nie było drzew –

    Na czerwonej płachcie kwiaty jaśminu
    zmieniały kolor na bardziej czytelny,

    a mój kamienny dom znikał w ulewie
    z pola widzenia jak te drzewa i papier.

  • We mnie też się nie „odbił”, na co autorka, jak pisze, liczyła. Miałam wtedy sześć lat, ale bardzo interesują mnie te czasy po stanie wojennym. Jeśli wiersz przedstawia moment historyczny, to musi mieć jakieś element z epoki, tak jak u Miłosza karuzela. Naleśniki? Naleśniki mi nic nie mówią, mimo, że mówią dużo autorce. Czy chodzi o fabrykę papieru w Myszkowie? Co się tam wydarzyło? Szukam po necie i niczego nie znalazłam. W maju? Uwłaszczenie? Obcy kapitał? Zawłaszczenie przez nomenklaturę? Dlaczego ojciec zwolniony? Dlaczego sad zniknął? Jakie miał powiązania z Fabryką? Dlaczego tam nie było drzew? Dlaczego jaśmin ma wyraźny kolor na tle czerwieni? Jaśmin zawsze jest biały. Jeśli ten wiersz ma być „kliszą”, takim proustowskim wskrzeszaniem, hrabalowską niefrasobliwością, musiałby mieć magię. Nie jest magiczny, jest bardzo niespójnym przywołaniem pewnych przypadkowych obrazów. Fikcja? To dlaczego te odwołania do historii?
    Szkoda, że poprzedni komentatorzy tego wiersza go nie zinterpretowali. Wiersz to nie sukienka, tu nie chodzi o podobanie, ale o wydarzenie poetyckie.
    We mnie też się nie „odbił”, na co autorka, jak pisze, liczyła. Miałam wtedy sześć lat, ale bardzo interesują mnie te czasy po stanie wojennym. Jeśli wiersz przedstawia moment historyczny, to musi mieć jakieś element z epoki, tak jak u Miłosza karuzela. Naleśniki? Naleśniki mi nic nie mówią, mimo, że mówią dużo autorce. Czy chodzi o fabrykę papieru w Myszkowie? Co się tam wydarzyło? Szukam po necie i niczego nie znalazłam. W maju? Uwłaszczenie? Obcy kapitał? Zawłaszczenie przez nomenklaturę? Dlaczego ojciec zwolniony? Dlaczego sad zniknął? Jakie miał powiązania z Fabryką? Dlaczego tam nie było drzew? Dlaczego jaśmin ma wyraźny kolor na tle czerwieni? Jaśmin zawsze jest biały. Jeśli ten wiersz ma być „kliszą”, takim proustowskim wskrzeszaniem, hrabalowską niefrasobliwością, musiałby mieć magię. Nie jest magiczny, jest bardzo niespójnym przywołaniem pewnych przypadkowych obrazów. Fikcja? To dlaczego te odwołania do historii?
    Szkoda, że poprzedni komentatorzy tego wiersza go nie zinterpretowali. Wiersz to nie sukienka, tu nie chodzi o podobanie, ale o wydarzenie poetyckie.

  • Przepraszam, wkleiło mi się dwa razy, zupełnie nie wiem, jak ten komentarz skorygować. Mam tu straszne kłopoty z logowaniem. Dzisiaj recetowałam trzy razy hasło. To moje dwudzieste hasło.Proszę czytać powyższy komentarz tylko do połowy.

  • Nie jest to dobry wiersz.

  • Wioletto, tego zabrakło w wierszu - a szkoda, bo jest w tym gęstość i uchwycona zmiana czasu:

    "Dzień duszny i gęsty nie chciał się skończyć, aż nadeszła burza,
    wszyscy sąsiedzi spod ołtarza powoli rozeszli się do domów,
    wikary wrócił na damce do domu, powoli zapadł zmrok.
    Poczułam, że coś się zmienia:
    ojciec nie szykuje już w szarym papierze kanapek do pracy,
    nie pastuje butów..."

  • P. Horensjo,
    dziękuję za ciekawy komentarz i pytania. Nie potafię na nie odpowiedzieć. Mój podmiot nie jest na szczęście wszechwiedzacy, a historia w tym wierszu jest tylko tłem, bo zmyślenia, fikcje i odbicia są na pierwszym planie.
    Dziewczyna pokazuje w wierszu tyle, ile potrafi i może odsłonić. Jej pamięć, jak każda, działa niespójnie i wyrywkowo. Resztę dopowiada czytelnik i pani też sporo sobie tutaj dopowiedziała.

    Tak, chodzi o papiernie w Myszkowie, ale mogłaby być to każda podobna fabryka w Polsce.

    "Na czerwonej płachcie kwiaty jaśminu
    zmieniały kolor na bardziej czytelny,"
    - ten dwuwiersz ma zdecydowanie znaczenie symboliczne. Białe kwiaty jaśminu na czerwonej płachcie.

    Jaka jest główna teza tego wiersza? Być może taka, że historia w nieskończoności mitów, anegdot i prywatnych opowieści jest zwykłą fikcja jak ten owocowy sad za stodołą, którego ponoć zmiotła burza, a może go wcale nie było, została po nim tylko opowieść mojego dziadka. Tak samo jak demokracja i idee wolności są często fikcją, bo z jednego złego systemu wpadamy w kolejny zły system.


  • Małgorzato,
    pomyślę o tym. Dziękuję.

  • "Potem ludzie poszli na nabożeństwo poświęcenia pól. Dzień duszny i gęsty nie chciał się skończyć, aż nadeszła burza, wszyscy sąsiedzi spod ołtarza powoli rozeszli się do domów, wikary wrócił na damce do domu, powoli zapadł zmrok. Poczułam, że coś się zmienia: ojciec nie szykuje już w szarym papierze kanapek do pracy, nie pastuje butów..."

    Tu jest poezja. W "Majowych fikcjach" nie ma jej wcale. Po prostu.

  • P. Arturze,
    no cóż. Najgłębsza nuda jest jądrem życia.

    Dziękuję wszystkim za wpisy, ale mam do Was czasem żal, drodzy komentatorzy. Jeśli wchodzicie w ramki pod moimi wierszami, przynieście też czasem coś ze sobą, wspomnienie, wiersz, dygresyjni luźno powiązane z tekstem. Zapraszam :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się