0004-8703-ok_adka_-__pami___smieny_b_sml_120

Pamięć Smieny/ Smena's Memory

Autor:  Wioletta Grzegorzewska
Gatunek: Poezja
Wydawca: OFF_PRESS, Londyn
Data wydania: 2011
Data dodania:  10 stycznia 2012, 22:25:02
ISBN: 978-0-9563946-8-2

Krótki opis:

Wybrane wiersze Wioletty Grzegorzewskiej (wraz z angielskimi przekładami Marka Kazmierskiego)w nowym układzie jak w równoległym świecie opowiadają historię kobiety o imieniu Smiena: jej polskie dzieciństwo, dorastanie w PRL-u, życie na prowincji, w mieście Południowej Polski, doświadczenia emigracyjne w Anglii. Przygody Smieny ułożone są precyzyjnie w tej książce jak slajdy w rzutniku. Liryczna opowieść zaczyna się podczas zimowych ferii, kiedy bohaterka jest jeszcze małym dzieckiem i zjeżdża ze wzgórza na foliowych workach wypchanych sianem wraz z rówieśnikami z jej wioski, a kończy się na tajemniczej wyspie, gdzie Smiena po wielu trudnych doświadczeniach związanych, np. ze śmiercią bliskich (wiersz pt. Czuwanie)", choruje "na przewlekłe tygodnie..." SG

Fragment:

"(...)Bohaterkę tych wierszy coś wyrwało z dotychczasowego porządku, przerzuciło i przeniosło. Na naszych oczach odbywa się próba ponownego wrośnięcia, zaistnienia w zmienionych warunkach. Opowiada się o przeniesionych obyczajach, o „polskości” warunkowej i okazjonalnej. Przeniesiony język brzmi jak pogłos czegoś minionego i w pewnych warunkach wzniosłego, niemal dudni w otaczającej go pustce. Zresztą ta pustka szybko zaludnia się dzięki sprawności języka uruchamiającego wspomnienia, przywołującego duchy, i jego skłonności do klecenia prowizorycznego życia i opowieści. Dlatego w tych wierszach gęsto od nakładających się czasów, miejsc i intencji. Organizuje się nowe życie, porządkuje wspomnienia, usiłuje się żyć na czymś tak niepewnym jak „wyspa” i pisać w locie, w ruchu. Nie ma mowy o samotności. Ten rodzaj poetyckiej mowy zajmuje się raczej ryzykiem odnalezienia się (także w dosłownej bądź wyimaginowanej wspólnocie), sensem codziennego, elementarnego wysiłku, by sprostać „innym obrotom” znaczeń podsuwanych przez los.

Efektem pracy pamięci Smieny oraz wszystkich aparatów – w tym aparatu mowy – są klisze pełne rozmaitych mgnięć i migawek, które wcale nie muszą układać się w całość. Poezja jest chyba po to, by odżegnywać się od zbyt łatwych marzeń. W końcu  p o d r y w a nas tylko od czasu do czasu, pozostałe trwanie zajęte jest robieniem zakupów, szukaniem kwatery i układaniem dzieci do snu. To „od czasu do czasu” porządkuję szczątki, ma gęstość wiersza i jego siłę, spełniając się w błysku jednoczących się przeciwieństw. (...)"

"Życie kobiety i "coś" 

Karol Maliszewski

 

 Ferie

 

Zjeżdżamy z oblodzonego pagórka

na workach wypchanych sianem,

połykając kule powietrza, kawałki

nieba, deble słupów granicznych.

 

Wysypuję odpryski lodu z relaxów,

aż sztywnieją przemoczone rękawiczki

i znowu biegnę na górkę jak w transie

z nadzieją, że będzie tak całe ferie.

 

Mój Mont Blanc topi się od plandeki.

Słońce znika szybciej niż adrenalina

na rozpalonych, dziecięcych policzkach.

Za krzakami pojawiają się światła latarki.

Ktoś woła: – Do domu! – więc wracamy.

Oczka szklą się jak zamarzające planety.

 

Half term

 

Sliding down our frozen hill

on sacks stuffed full of hay,

we swallow clumps of air, pieces

of sky, slaloming border posts.

 

I empty my moon boots of icy shards,

my soaked gloves stiffening,

and again run up the mound as if entranced,

hoping the whole half term will be like this.

 

My Mont Blanc melting with our efforts.

The sun fading faster than adrenaline

from our flaming cheeks.

Torches then peer through the bushes.

Someone shouts: – Get home! – so we get.

Eyes freezing over like tiny planets.

 

translated by Marek Kazmierski

 

Wiersz wielkanocny

 

Zimny kwiecień. Kurczęta dojrzewały

w klatce pod ogromną żarówką.

Podawałam im poszatkowany pokarm:

gotowane jajka, krwawnik, wodę na denku.

Oglądałam stworzenia pachnące piaskiem

i śluzem, wyklute z nieznanej ciemni,

która była jak całonocne przerwy w dostawie prądu.

Pamiętam szelest w ciemności, kiedy gasła żarówka,

sztywniejące plamki, migotania.

 

An Easter verse

 

A cold April. Chicks coming to

in a cage under a giant light bulb.

I served them finely chopped feed:

boiled eggs, milfoil, water in a jar lid.

I admired these beings, fragranced with sand

and mucus, hatched in an alien darkness,

not unlike the all-night cuts in electricity.

I still remember the rustling when the bulb died,

spots of colour stiffening, flickers.

 

translated by Marek Kazmierski

 

Autostop

 

Uparta ćmo, nie mogę ci pomóc

mogę tylko zgasić światło.

  Ryszard Krynicki

 

Pobiegłam na autostradę, wsiadłam do tira

skazana na oglądanie Charona, który woził

nieprzytomne krowy, tam gdzie nieskończoność

chwieje się na haku i wciąż paplał o starej,

która puszcza się często, kiedy on jest w trasie.

Przesiadłam się do zachodniego samochodu,

częstując się gorzką czekoladą, rozmawiałam

po niemiecku o pogodzie, Wałęsie i papieżu.

Przełykałam rosnące w gardle anioły strachu...

 

- Skoro nie chce się zatrzymać, trzeba ją zgasić.

 

Hitch-hiking

 

Stubborn moth, I cannot help you

all I can do is extinguish the light.

 Ryszard Krynicki

 

I ran to the motorway, jumped into a truck

condemned to watching Charon ferrying

semi-conscious cows to where infinity

hangs upon a meat hook, chattering about his old lady

who often puts out while he is on the road.

I then switched to a foreign car, smart,

welcomed with dark chocolate, talking

in German about the weather, Walesa and the pope.

Swallowing, trying to hold down the wings of fear...

 

- If it does not want to stop, it must be extinguished.

 

translated by Marek Kazmierski

 

 Okno

 

Kapłanka domowych śmieci przywołuje synów,

którzy na sankach szlifują betonowe podwórko.

Wieczorem bawią się w terrorystów. Ich zakładnik

szuka w koszach niedopałków starego świata.

 

W bramie różowe dziewczyny made in China.

Na zmarzniętych stopach ostatni krzyk mody.

Łysi zalotnicy debatują nad wynikami osiedlowych

wojen i zdzierają w bumboxach hiphopowe płyty.

 

Nasz syn na parapecie zaklina śnieg: padaj, padaj...

Schodzę po węgiel do piwnicy. Muszę ratować

ogień w żelaznym gnomie, który jest tak złośliwy,

że potrafi zgasnąć podczas największych mrozów.

 

 Window

 

A domestic goddess calls her sons in

from polishing the courtyard with their toboggans.

Come evening, they play at being the Taliban, their hostage

picking through rubbish bins for the fag-butts of ancient worlds.

 

In the street, pink girls all Made in China.

The latest fashions freezing their feet.

Skinhead suitors debating neighbourhood

wars, their hip-hop boom boxes blaring.

 

Our son in the window, cursing the snow to fall, fall...

I go down to the basement for coal, forced to rescue

the flames our iron stove gnome is spiteful enough

to extinguish right in the heart of the worst frosts.

 

translated by Marek Kazmierski

 

http://off-press.org/main/poetry/wioletta-grzegorzewska-%e2%80%93-smenas-memory-available-now/

Komentarze (3)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się