0006-0261-notatnik_z_wyspy__ok_adka_b_sml_120

Notatnik z wyspy

Autor:  Wioletta Grzegorzewska
Gatunek: Proza
Wydawca: Wydawnictwo "e media"
Data wydania: 2012
Data dodania:  01 sierpnia 2012, 22:20:38
ISBN: 978-83-89401-40-3

Krótki opis:

"Notatnik z wyspy" to współczesne silva rerum emigrantki, pamiętnik dokumentujący sześć lat pobytu Wioletty Grzegorzewskiej na wyspie Wight w Anglii. Czytelnik może obserwować intymny świat „kobiety trzydziestoletniej”, poetki, matki, która zmaga się z nową rzeczywistością, uciekając często w swoje iluzoryczne światy: literatury, wspomnień, imaginacji(...)

Fragment:

Fragmenty:

12.09.2007
O świcie nie widać cieśniny Solent. Igiełka wieży Spinnaker przebija mgłę. Ciemna żaglówka majaczy w wodzie, jak mucha zatopiona w mleku. Na Surbiton Grove dostrzegam jedną czerwoną plamę i dwie szare, które w słońcu staną sie samochodami. Moja pięciomiesięczna córka wygląda przez okno razem ze mną. Ile musi zebrać w sobie widoków, żeby świat był dla niej widzialny?

12.12.2007
Po południu ucięłam sobie drzemkę razem z ośmiomiesięczną córką. We śnie znalazłam się w starej wiosce, ale gdzie nie zajrzałam pojawiał się napis: „Trzymaj mnie!”.
Wrzuciłam kamyk do studni, a fale:
– Trzymaj nas!
Zajrzałam do stodoły, a belka skrzypi:
– Trzymaj mnie!
Spotkałam staruszkę, a ta nic tylko:
– Trzymaj mnie!
Mówię wam, prawdziwa męczarnia. W końcu obudziłam się zmęczona, a córka siedziała na skraju wysokiego łóżka i uśmiechała się do mnie. W ostatniej chwili ją złapałam.
1.12.2009
Od rana dziesięć telefonów w sprawie pracy, literowanie mojego polskiego nazwiska, które wydaje mi się teraz obce. Za oknem w kuchni mignęła pomarańczowa kurtka pocztowego posłańca Royal Mail. Jest list! Biegnę do drzwi z nadzieją, że może dostałam informację o nowej pracy, zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną albo chociaż decyzję o przyznaniu zasiłków dla samotnej matki. Rozrywam kopertę, a tu tomik wierszy.
20.01.2010
Wchodzę do wiktoriańskiej kamicy. Poskręcane klatki schodowe. Warstwy kolorowego tynku jak mgławice. Przez uchylone na parterze drzwi słychać rozmowę:
– Cały dzień oglądasz te seriale. Ciągle oświadczyny, zaręczyny i wyznania miłości. Nie mogę już na to patrzeć – mówi staruszek do swojej żony.
– A ty wciąż tylko pogoda i pogoda. I po co, jeśli ciągle siedzisz w domu? Na jaką cholerę ci wiedzieć, jaka jest teraz pogoda w Australii?
– A co, prognozy ci się nie podobają? Nawet nie wiesz, jakie to ciekawe. Gdybyś pooglądała razem ze mną, to wiedziałabyś, że pogoda na świecie zmienia się w każdej minucie jak sceny w dobrym sensacyjnym filmie i nikt nikomu tam się nie oświadcza.
– Skąd wiesz? Nigdy nie byłeś w Australii.
27.05.2010
Starsza kobieta, na pierwszy rzut oka Arabka, po zjedzeniu lunchu toczy się niezgrabnie do drzwi. Ma spuchnięte łydki pokryte żylakami. Biegnę za nią i podaję jej czarną, wyszywaną cekinami torbę:
– Przepraszam, pani torebka! – wołam po angielsku. Kobieta dziękuje. Przygląda mi się uważnie. Patrzy w oczy i na koniec mówi coś w niezrozumiałym dla mnie dialekcie. Z potoku jej słów potrafię wychwycić tylko jedno wyraźnie wymawiane:
– Takija, takija!
Po kilku godzinach dosyć wyczerpującej pracy wracam do domu. W niedzielę po jedenastej w nocy stoję sama na przystanku. Kręcę się w bańce deszczu.
– Takija, takija! – piszczy mewa.
Chyba znowu mam stan podgorączkowy. Kaszel. Palce śmierdzą domestosem. Coś rozprzestrzenia się pod skórą, kondensuje na blaszkach płuc jak szron na liściach. Jest tak cicho na wyspie, że słyszę, jak woda spływa strumieniami do studzienek kanalizacyjnych.
Wpadam do domu. Rzucam reklamówkę z uniformem na podłogę. Dzieci śpią. Szukam słownika wyrazów obcych. Jest takija, ładnie wyglądające słowo po arabsku: lęk, ostrożność, choć często tłumaczone jako ukrywanie i przyzwolenie na ukrywanie prawdziwych wierzeń, a więc ta stara rozpracowała mnie jednym spojrzeniem.

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się