0001-6340-ok_adka_inne_obroty_b_sml_120

Inne obroty

Autor:  Wioletta Grzegorzewska
Gatunek: Poezja
Wydawca: Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza”, Toronto-Rzeszów
Data wydania: 2010
Data dodania:  17 listopada 2010, 21:13:30
ISBN: 978-0-921724-59-9

Krótki opis:

"Każdy wiersz to inna opowieść. Piękne, soczyste, zmysłowe, przemyślane. Kiedy czytam "Inne obroty", to widzę światy w 3D, mam wrażenie, że mogę ich dotknąć, czuję zapachy (pawia w liściach chrzanu niestety również ;)" Agnieszka Batorek

Fragment:

 "Są noce, których nie wymyśliłby nawet najbieglejszy specjalista od tortur. Wychodzimy z nich pogruchotani, ogłupiali, zagubieni, wyżęci ze wspomnień i przeczuć, nie wiedzący nawet kim jesteśmy” – pisał Emil Cioran w "O niedogodności narodzin". Czy to była taka noc? Nie mogłam zasnąć do trzeciej nad ranem, a kiedy wpadłam w letarg, śnili mi się umarli. Rozpoznałam ich jakimś innym zmysłem, choć nie mieli twarzy ani cech indywidualnych. Ta siła –  jedno wytrącone z wielu, grzęzawisko.  –  Wsiąknij w nas! –  Wypłyń!  – Wsiąknij! Obudziłam się przed dziewiątą zmęczona, wyżęta, z bólem ucha.

 

  Z dziennika, 29 kwietnia 2010

 

 

 Czasy zespolone

Jego piętnastoletnia matka z plemienia Sukuma
wrzucała do kąpieli kości goryla, aby przegoniły
złe moce. W szałasie szaman jak jadowity wąż
zmieniał skórę, wróżąc z pępowiny nagłą burzę.
Spragnione owady poiły się połogową krwią.

W tym samym czasie moja matka rozwijała
szpitalny becik, aby sprawdzić, czy jestem
cała. Wiązała na przegubach czerwone wstążki.
Na suficie tańczył ogień żeliwnego pieca.
Pieluchy z tetry kostniały w sieni. Był luty,
jak dziś na wyspie, gdzie w Cafe Throntos
obchodzimy razem trzydzieste czwarte urodziny.

9 lutego 2008 

 

 

 Róż w szarym

Widok zamrożonych pstrągów w kuchni
przenosi mnie tam, gdzie po zimie tysiąclecia
gwałtowny marzec łączył strumienie w kręgi.
Niszczył oziminy i groble, wypluwając ryby,
które teraz topnieją w sztucznym świetle.

Na szarych łuskach widoki nabierają barw:
oka studni, w nich niebo pozbywa się różu,
ogorzałe ręce siwej kobiety rozsypują owies.

Choć oczom już nie wierzę, pstrąg poruszył płetwą,
jakby zbudził się nagle z lodowatego koszmaru,
zdumiony, że przepłynął niewidzialne kręgi.

 

 

Iskry

               I życia przybywa jak wiosennej wody
                   
Emil Laine


Kształt podobny do jaskółki uczynił
tę wiosnę, obudził w rynnach utopki.
Poskromiona wueska czekała w stodole
na przypływ mocy, na dyskotekę,
gdzie tutejsze bzykały się z chłopcami
z placu broni. Ty nie przyjechałeś.

Znowu zabrakło węgla. Ziąb trzymał
nas w kupie wokół żeliwnego piecyka.
Dziadek porąbał wszystkie balaski.
Babka omiotła progi święconą palmą.

Przewody iskrzyły. Przybywało wilgoci
pod tynkiem. Piecyk zrzucał patynę.
Pierzyna zapachniała wiatrem.
W niej kotłowały nieopierzone lęki.

Ile jeszcze musi przelać się tej wody,
abyś odżył po kłótni z pijanym ojcem,
gdy kształt podobny do jaskółki spadł
z dachu, zahaczając o transformator?

 

 

Kapitan sięga pamięcią

 

 

Kilka głębszych i w Tolkmicku się pokażę.
Jak rybak na bani w doku przy szkunerach
będę zaklinać w sieci flądry, fladry, jazgarze –

moje dawne kochanki? Sierpniowe powietrze
pachniało karmelem przy cegielniach.
Po kilku głębszych znowu się pokażę

ze starą Lisbeth w "Świątyni na wodzie".

W wodnej restauracji nasz ulubiony Bach
zaklinał w sieci flądry, flądry, jazgarze –
 


złośliwe jak Hilda i Róża, które o tej porze
prały fatałaszki w drewnianych baliach.
Kilka głębszych i w Tolkmicku się pokażę,

w fabryce marmolady, gdzie bednarze
lizali kotły. W sklepie rybnym pan Lobach
zaklinał śnięte flądry, flądry, jazgarze –

teraz kręcą się w oku i pryskają w morze.
Tam pamięć figluje jak światło w kryształach.
Kilka głębszych i w Tolkmicku się pokażę,
zaklinać w sieci flądry, flądry, jazgarze.

 

 

 

Tajemnica młyna

                  Jerzemu Reuterowi

Tam się ukrywałam – w młynie Dagnana,
szepcząc z innymi kadisz żałobników.
Jak zimna, jak drżąca była ta ściana,

gdy budziłam się i znów zasypiałam
na glinianej polepie – dziewięć metrów
skrytki na strychu. W młynie Dagnana.

moje dziecko urządzało polowania
na pluskwy. Bez powietrza półtora roku.
Jak zimna, jak drżąca była ta ściana.

W nocy czuwałam, by przeżyć do rana,
nasłuchując cichego ślizgania dybuków
na oblodzonych gontach. Młyn Dagnana

kruszył godziny. W gorączce, zapłakana
ujrzałam próżnię wewnątrz okręgów.
Jak zimna, jak drżąca była ta ściana.

Wiatr niósł krzyki z lasu Buczyna,
zapach jaśminu. W szczelinach murów
brudny błękit. Zamiast młyna Dagnana
ampułka cyjanku, szary firn, ściana.

 

 

Sonda uliczna, 11 sierpnia 1999

 

 – W pięćdziesiątym czwartym? Zaćmienie słońca?
Dokładnie nie pamiętam, która była godzina.
Jakoś po drugiej. Tańczyłam z nim bez końca.

Teraz sprzedaje precle, oscypki, kawa gorąca,
w sezonie świeże konwalie. Pozdrawiam syna.
Napisz, że tu siedzę. Czekam na zaćmienie słońca.

– W sprawie kasztanowców. Można? Jako obrońca
zieleni w mieście pragnę dodać, że to niezbita wina
huty. Nikt nie słuchał, a tłumaczyłem bez końca.

– Przyszli w nocy. Na srebrny statek łuna świecąca
mnie zabrała i tam obcy, podobny do Wiedźmina,
skanował Ziemię. Wy trąbiliście: zaćmienie słońca!

– Nie mam czasu. Naprawiam zegary. Pani z Gońca?
O tu, taka sprężyna pękła. Mechanizm wygina
czas, na maleńkiej śrubce wlecze go bez końca.

– Mój pies ma pietra. Uciekł do Parku Staszica.
Bez paniki. Mam szkiełko. Chyba się zaczyna.
Bąble na tarczy. Całkowite zaćmienie słońca!
– Która godzina? Zobacz! Czy to początek końca?

 

 

 

 

 

Komentarze (6)

  • genialnie sie czyta Wiolu :)

  • bardzo dobra pozycja:)

  • Dziękuję Wam!

    A ja mam problem z tą książką. Chciałam jak Prospero wprowadzić świtę na moją wyspę, a potem jeszcze dalej na Prusy Wschodnie, na Syberię, Huculszczyznę, do Lwowa, ale nie udało się, coś poobracało się inaczej :)

  • Piękny przedsmak dobrej poezji,pani Wioletto gdzie można nabyć książkę? Prusy Wschodnie mam blisko:)

  • ja sobie nie zakładałem gdzie książka powinna mnie zaprowadzić,
    po prostu dałem się wciągnąć:)

  • Jakubie,
    bardzo się cieszę!


    Jarosławie,
    nie mam już w domu ani jednego egzemplarza do wydania, ale może pan kupić na stronie Frazy:

    http://fraza.univ.rzeszow.pl/biblioteka_09-13.php

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się